Eugenia Gozdowiak

Pożegnanie Pani Gieni

Dzisiaj, 2 lutego, w Święto Matki Boskiej Gromnicznej, zmarła Pani Eugenia Gozdowiak, nasza Pani Gienia.  Czy to możliwe, ze nie spotkamy Jej wiosną na ścieżkach naszego ogrodu, na ulicy Seniorów Lotnictwa, po której dzielnie jeździła na swoim starym inwalidzkim wózku, na korytarzach naszego domu? 

Była niezwykle dzielną osobą, ciężko doświadczoną przez los. Nie prosiła o pomoc, chociaż wielokrotnie chcieliśmy Jej pomagać. Była pogodna, zawsze uśmiechnięta kiedy wyjeżdżała z domu. W zaciszu swojego mieszkania przeżywała z całą pewnością swoje dramatyczne życie. Bolesne dzieciństwo, porzucenie, opuszczenie, brak domu i ciepła rodzinnego. Kiedy była małą dziewczynką zmarła Jej matka. Ojciec szybko założył nową rodzinę. Macocha nie akceptowała małej, kalekiej dziewczynki. Jedyną osobą, która dawała Jej poczucie bezpieczeństwa, troszczyła się o Nią i bardzo Ją kochała była babcia. Niestety babcia zmarła, zostawiając niedostosowane do życia dziecko.

Rozpoczęła się tułaczka po różnych miastach i domach opieki. Koniecznie chciała zdobyć zawód, pracować aby móc starać się o rentę, co umożliwiłoby Jej w miarę samodzielne życie. Uczyła się krawiectwa, szyła rękawice robocze. To była bardzo żmudna i ciężka praca. Ale umiała też pięknie haftować i szyć sukienki.

Własny kąt znalazła tutaj, w Domu Zasłużonego Kombatanta. Przez ponad 20 lat mieszkała na parterze, pod oknem rosła róża, w lecie na balkon wystawiała kwitnące kaktusy. Otoczona była przez życzliwych ludzi, na których mogła liczyć w potrzebie, w chorobie. Tutaj nie była sama. Mogła krążyć po ogrodzie i rozmawiać z różnymi osobami. Najczęściej spotykała tam Panią Anię Smolską, Panią Wiesię Ciempińską, Panią Irenę Siwek, Pana Ziółko i Jego żonę. Zatrzymywała się i rozpoczynała rozmowę, która przeradzała się w długą pogawędkę. W ostatnich dniach życia, kiedy zimowa depresja męczyła Jej duszę, odwiedzała Ją sąsiadka, Pani Ewa Putniorz a Pani Ania Smolska towarzyszyła Jej do ostatniego dnia.

Kochała przyrodę i zwierzęta. Opowiadała o pieskach, które spotkała w swoim życiu, a które zawsze do Niej lgnęły. Na wózku woziła domowe i  bezdomne koty, obserwowała ptaki. Viola, mój pies, z daleka rozpoznawała Panią Gienię i pędziła do Niej aby się przywitać, a Pani Gienia zwykle miała w siatce zakupy i częstowała Violę. Kochała też dzieci. Z wielką radością spotykała się z dziećmi z ośrodka dla dzieci z wadami słuchu i mowy, pozwalała aby odbywały z Nią szaleńcze jazdy na wózku po ogrodzie. Rozumiała Ich dramat, a One widziały siebie przez pryzmat Jej kalectwa i były dla Niej bardzo serdeczne.

Nie skarżyć się na swój los, chociaż był tak okrutny – to sztuka godna najwyższego uznania. Cieszyć się nawet z drobiazgów, opowiadać o podróżach. Pamiętam naszą rozmowę minionego lata w ogrodzie przy „fontannie”. Opowiadała z takim podnieceniem o wycieczce, w której brała udział, o Warszawie i muzeach, o krajobrazach. Nie wiedziała, że to była Jej ostatnia przygoda na tym świecie. Zaczęła opowiadać mi historię swojego życia, niezwykle ciekawe wspomnienia. Obiecałam, że przyjdę i spiszę to co zapamiętała. Nie zdążyłam. 

Matka Boska w swoje święto zabrała Ją pod czułą matczyną opiekę. Płomień świecy gromnicznej zaprowadzi Ją do Nieba, a towarzyszyć Jej będą zwierzęta podążające za Matką Boską i nasze myśli i wspomnienia.

 Pani Gieniu na zawsze Pani zostanie z nami.

 

Świece Gromniczne
Białe, kremowe, stearynowe
lub ciemnożółte woskiem pachnące
z naklejonymi obrazkami Matki Bożej Gromnicznej
stado wilków pilnującej
 
Zapalane w kościołach
niesione do domów
z nadzieją że płomień po drodze nie zgaśnie
 
Stawiane przy oknie
aby ich blask rozproszył mrok
odpędził złe moce
nadzieją napełnił dom
 
Świece Gromniczne
poświęcane każdego roku
przechowywane z wiarą
że jeszcze nie tego roku
będą w ostatnią godzinę zapalane

Elżbieta Kuta
Kraków, 2 lutego, 2008 r.
Matki Boskiej Gromnicznej (wiersz niepublikowany)